Konsolowiec.pl to blog prowadzony przez małą grupkę pasjonatów.
Interesuje nas wszystko, co związane z rynkiem gier wideo, ale nie tylko.
Na naszej stronie:
- znajdziecie nasze komentarze do najważniejszych wydarzeń w branży,
- posłuchacie różnego typu podcastów, w którym poruszamy ważkie tematy,
- dostępny jest jedyny w polsce, codzienny podcast o grach, w którym omawiamy najciekawsze growe wydarzenia dnia,
- przeczytacie recenzje gier (również tych starszych),
- obejrzycie najnowsze trailery i filmiki z gier,
- przeczytacie ciekawe felietony i artykuły,
- nigdy nie pojawiają się wkurzające, wyskakujące zewsząd banerki reklamowe.
Kontakt:
Jeśli chcesz się z nami skontaktować, napisz:
kontakt@konsolowiec.pl
Konsolowca tworzą:
Jego przygoda z grami rozpoczęła się 22 lata temu. Już jako mały chłopiec zagrywał się do upadłego w takie hity, jak River Raid, Boulder Dash czy Pole Position. Poczciwa Atarynka 65XE, na której stawiał pierwsze, nieśmiałe kroki w świecie elektronicznej rozrywki, nadal znajduje się na dnie jego szafy (choć do końca nie wiadomo, czy jeszcze jest sprawna).
Kilka lat później przesiadł się na Amigę 500 oraz PC. Gry takie jak Sensible Word of Soccer, Super Frog czy Doom odbiły się w dość znacznym stopniu na jego psychice. Już nigdy nie będzie tym samym, niewinnym dzieckiem…
W trosce o swoje zdrowie nie kupił PSX-a, co w późniejszym okresie pozwoliło mu bez problemu ukończyć szkołę podstawową. Czas rozłąki z grami przetrwał dzięki miesięcznikom, takim jak Secret Service, NEO i PSX Extreme. Pomocny okazał się też GameBoy Packet, który zakończył swój żywot po tygodniu od zakupu. Przyczyna zgonu? „Nadmierna eksploatacja produktu”.
Wegetacja nie trwała długo i wkrótce w jego domu pojawił się Dreamcast. Jakość grafiki i specyficzny klimat „segowskich” gier zrobiły na nim duże wrażenie. Jednak to co na zawsze zmieniło jego życie, miało dopiero nadejść. Mowa o Shenmue. Dwie części tej specyficznej produkcji to według niego najlepiej zrealizowane i najlepsze gry, w jakie kiedykolwiek grał.
Był i jest nadal zafascynowany tym tytułem, a widząc to przyjaciele i znajomi zaczęli mówić na niego Shenmue (czemu nie Ryo Hazuki?). I tak już zostało.
Pomimo nagłej śmierci Dreamcasta postanowił, że zostanie tzw. graczem konsolowym. Od tej pory pecety jako główna platforma do gier przestały go interesować.
Przez jego ręce przewinęły się chyba wszystkie popularne konsole do gier, jakie ukazały się na rynku po 2000 roku. Posiadał PS2, Xboks, Gamecube’a, PSP (kilka wersji), DS-a (kilka wersji), Wii, X360 oraz PS3. O każdej z tych konsol mógłby opowiedzieć niejedną anegdotę i napisać niejedną historię. Każda z tych konsol miała i ma wspaniałe gry, które świadczą o wartości sprzętu. Dlatego też nie lubi, gdy nazywa się go fanbojem.
Dzięki temu, że miał dostęp do tych wszystkich konsol, zaczął udzielać się w internecie. Współpracował i współtworzył takie serwisy, jak xboxonline.pl, onlygames.pl, pspworld.pl, wii.net.pl, wiiem.pl, wiicenter.pl, ndstuff.pl i gamebox24.pl. Swego czasu uruchomił też swoje forum internetowe mojekonsole.pl, jednak nie podołał zadaniu bycia adminem i miejsce to świeciło pustkami. Widząc to porzucił ten projekt.
Dziś jako doświadczony gracz, skupia się na prowadzeniu swojego bloga. Ma nadzieje, że tym razem projekt nie upadnie…
Swoją przygodę z grami rozpoczął w wieku 7 lat, kiedy to pojawił się u niego w domu pierwszy komputer. Dwa lata później zakupił Pegazusa (nieoficjalnie mówi się o PolyStation). Wtedy to zrozumiał, że to konsole są najlepszym sprzętem do grania. 8-bitowe gry tak go pochłonęły, że przeszedł Super Mario Bros. z uszkodzonym krzyżakiem w padzie (nie działała strzałka w lewo). Niestety, prezydent w ostatniej chwili zrezygnował z uhonorowania go za ten czyn.
Minęło parę lat i w jego rękach znalazł się GameBoy Color. Głodny kieszonkowej rozrywki zakupił Nintendo DS. Stale rosnąca sympatia do japońskiej firmy sprawiła, że po krótkim czasie zaadoptował GameCube’a. Po zagraniu w takie gry, jak Metroid Prime czy The Legend of Zelda: The Wind Waker kupno Wii było kwestią czasu. Wierność jednej firmie nie jest jednak jego mocną stroną.
Duch fana Grand Theft Auto dał o sobie znać w momencie zapowiedzi Grand Theft Auto IV. Wtedy to chłopaczyna zdała sobie sprawę, że jego komputer nie da rady wziąć na siebie takiej odpowiedzialności. W ten oto sposób na biurku wylądował Xbox 360. W przyszłości ma zamiar zainwestować w Nintendo 3DS oraz prawdopodobnie w nową stacjonarkę Nintendo.
Obecnie postanowił dzielić się swoją pasją z resztą świata. Działa aktywnie w serwisie Wiiem.pl i blogu Konsolowiec.pl. Jego opinie są zawsze obiektywne, jako profesjonalista nie może kierować się uczuciami. Przynajmniej tak mówi.
Dobra, wiecie co, bez owijania w bawełnę, trzecioosobowej narracji i Bóg jeden wie, czego jeszcze: pisać o sobie nie lubię, więc będzie w telegraficznym skrócie: jako petrolhead z krwi i kości uwielbiam wszelakie ścigałki które odstają swoim poziomem ponad muł (takie Split/Second tego nie robi), w stopniu ekstremalnym maniakuję się Mass Effectem. a ponadto nie gardzę wszystkimi grami, które mają to „coś”. W tekstach lubię objeżdżać i wyśmiewać, ale to co dobre będę wychwalał aż ponad miarę. Zaczynałem z Atari 2600, po drodze zaliczyłem chyba każdy większy sprzęt, a na chwilę obecną gram głównie na PS3 i X360, Wii zaś nie tykam, bo to konsola dla emerytów z Florydy i Japończyków, których rozwój zatrzymał się na muzyce typu midi. Tyle na ten temat – jeśli macie ochotę posłuchać furiata w akcji odsyłam was do naszych podcastów i ShortCastów,
Przynajmniej brzmi to lepiej, niż crap przeklejony z mojego blogu, nie?
Robert Fijałkowski (Robson)
Gry przewijają się w moim życiu mniej lub bardziej od trzeciego roku życia. Przez pierwsze kilka lat grałem głównie na PeCecie, dopiero póżniej magia Pegasusa skierowała mnie w kierunku konsol. PSXa własnego nie miałem (do dziś żałuje), ale na szczęście wypady do kuzyna załatwiały sprawę.
Zacząłem od przenośnego grania i GBA, potem przesiadłem się na PlayStation 2 i kolejną generację pocketów w postaci Nintendo DS, by wreszcie wejść w next-geny dzięki Xboxowi 360. Przenośne granie trochę u mnie zanikło, dlatego będąc poza domem pykam jedynie w popierdółki na Ipodzie Touch. Nigdy nie byłem fanbojem żadnej z wielkich firm i zwykle lawiruję między różnymi produktami w celu znalezienia czegoś odpowiedniego dla siebie. Zawsze uważałem, że gry są zdecydowanie ważniejsze od sprzętu na którym hulają.
Jako jedyny w redakcji nie uważam gier sportowych za bezsens. Głównie chodzi o wszelkiego rodzaju FIFY, czy inne PESy, ale zdarzały mi się również rodzynki pokroju tenisa stołowego. Od zawsze łykałem bez popity kolejne samochodówki. Uwielbiam serię Need for Speed (z Underground i Most Wanted na czele), Test Drive Unlimited (nawet dwójka mi się podoba), Gran Turismo (3, 4) i Forzę (tutaj niestety tylko 2 część). Oprócz tego jeszcze Burnouty zeszłej generacji, a coraz bardziej podoba mi się też seria F1 od Codemastersów. W ogóle jestem maniakiem formuły i to jeszcze sprzed czasów złotej ery polskich ekspertów (którymi dowodzi najwyraźniej Andrzej Borowczyk).
Nie samymi jednak wyścigami i sportówkami człowiek żyje, dlatego w skrócie wymienię gry, które z pewnych powodów cenię ponad inne. Dla mnie najważniejszym czynnikiem jest ich klimat, dlatego to gry odróżniające się w tym temacie podobają mi się szczególnie. Jak np. produkcje od Blizzarda, Driver, Mirror’s Edge, GTA: Vice City, Mafia I i II czy ostatnio L.A. Noire i Deus Ex: Human Revolution.
Poza tym doszukuje się wszędzie akcji marketingowych, więc mam nadzieję, że kiedyś nauczę się tych wszystkich magicznych sztuczek i zaleje was PRową papką :D. No dobra – będę pamiętał, że to wszystkich wkurza… W Internecie za wiele nie działałem, dlatego poza udzielaniem się na battlenet.pl zawsze byłem raczej czytelnikiem. Na Shortach poznacie mnie po wiecznie zamulonym głosie, na Wideocaście zaś odpowiadam za montaż całego materiału (póki co strasznie żmudna robota, ale sam tego chciałem).
Aha i jeszcze słowem na koniec – polską branżę „dziennikarzy” growych mam głęboko. Jest to hermetyczne środowisko pełne klasycznego kolesiostwa, wypełnione ludźmi uprawiającymi tanią auto-lanserkę w Internecie. I nie mówcie, że przemawia przeze mnie zazdrość, bo jeśli naprawdę tak sądzicie, to idźcie pośmiać się przy wybuchających beczkach.








