Recenzja Battlefield 1943
W dobie rozkwitu najlepszych shooterów od lat pojawia się coraz więcej tytułów, które próbują nawiązać rozgrywką do najstarszych i najbardziej cenionych z gatunku. Czy jednak Battlefield 1943 próbując wrócić do korzeni sławetnej serii lądując w usłudze PSN oraz Xbox Live ma szansę konkurować z takimi tytułami jak Killzone 2 czy Call of Duty 4? Odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak!

Seria Battlefield znana jest nawet największym laikom zmagań internetowych shooterów. Jest ona matką niemal wszystkich strzelanek, które wykorzystują wszelkiej maści pojazdy. Teraz Panowie z DICE próbują wrócić do korzeni i odbiec na chwilę od świetnego Bad Company, który totalnie odbiegł od schematu poprzednich części, tworząc grę, która ląduje jedynie w Playstation Network oraz Xbox Live i daje możliwość gry przez sieć w iście oldschoolowy sposób. I znów trafiają w dziesiątkę.
Pakiecik, który kosztuje około 55 złotych oferuje nam 4 mapy, z czego jedna związana jest jedynie z walkami powietrznymi. Teatrem działań jest znów druga wojna światowa, a dwie strony konfliktu w postaci Amerykanów oraz Japończyków przyciągną nas na długie godziny spędzone z padem w ręku. Rozgrywka powraca do początków serii i polega na przejmowaniu poszczególnych obszarów mapy oraz utrzymywanie ich za wszelką cenę. Punktów kontrolnych na każdej mapie jest pięć, trzy zaś wystarczą do włączenia automatycznego ubytku „zdrowia” przeciwnej drużyny. Zasada jest prosta: czyj wskaźnik pójdzie pierwszy w dół, ta drużyna przegrywa. No proszę, jakie to proste i nieskomplikowane.
Nie bawiąc się w zbytnie kombinowanie DICE zaoferowało nam trzy klasy postaci. Strzelec, żołnierz piechoty oraz snajper to wszystko, czego możecie oczekiwać po tej grze. Żadnych medyków, inżynierów, taktyków i innych zbędnych postaci, które wprowadzają tylko udziwnienia i niepotrzebne zamieszanie. Tutaj każda z postaci ma swoje plusy i minusy i każda jest niezbędna w drużynie. Dodatkowo żeby nie bawić się w szukanie amunicji dostajemy nieskończoną ilość magazynków i możliwość zebrania „klasy” przeciwnika po jego unicestwieniu, dzięki czemu w trakcie gry możemy odpowiednio skakać pomiędzy klasami. Świetnie zrealizowany patent z prostymi zasadami daje szansę na „okiełznanie” gry w niespełna pięć minut. Dorzucając do tego jeepy, czołgi i samoloty powinniśmy dostać grę idealną. Jednak są pewne „ale”…

Pierwszym z problemów, który napotkałem w grze to niedopracowanie niektórych aspektów pojazdów. Muszę tutaj od razu zaznaczyć, że w grze został użyty autorski silnik fizyki znany pod nazwą Frostbite. Sprawdza się on całkiem nieźle: daje możliwość zniszczenia niemal każdej części terenu, dzięki czemu pięknie stojące budynki w mig zamieniają się w pył natomiast znajdujące się wokół palmy zostają strącone przez śmigające wokół pociski i spadające samoloty. Problem pojawia się jeżeli chodzi o samą pracę maszyn. Tak jak nie mam zastrzeżeń co do działania czołgu, tak jeepy jeżdżą w tak absurdalny sposób, że nieraz złapałem się na tym, że jeden kamyczek leżący na drodze może spowodować wywrotkę pojazdu i jego wybuch. Naprawdę nie wiem w jaki sposób dzieją się takie rzeczy, ale to samo tyczy się wjazdu jeepem do wody – automatyczny wybuch w najmniej oczekiwanym momencie. Ale to nie koniec błędów. Wystarczą dwa pociski z karabinu maszynowego żeby zniszczyć palmę, jednak gdy wlecimy w tą palmę samolotem to zwycięsko z pojedynku wyjdzie wymienione drzewo, samolot natomiast roztrzaska się na kawałki wraz z pilotem w nim przesiadującym.

Niezbilansowany system fizyki nie jest jednak tak uporczywym problemem i można spokojnie go przeżyć. Gorzej ma się jednak sprawa z pewnym notorycznym błędem, którego panowie z DICE nie raczyli jeszcze wyeliminować. Testowana wersja na PS3 utwierdziła mnie w przekonaniu, że po jakimś czasie gra potrafi zawiesić całą konsolę. Nie ma wtedy żadnego innego rozwiązania jak zresetowanie konsoli ręcznie. Ciężka sprawa, biorąc pod uwagę fakt, że gra ma jeszcze jeden błąd w postaci zanikającego dźwięku przy dłuższej grze. Wystarczy pograć dwie godziny non-stop (o ile oczywiście gra nie zawiesi się wcześniej), aby zauważyć – czy raczej usłyszeć – że część dźwięków najzwyczajniej w świecie zanika. I tak możemy lecieć samolotem nie słysząc jego silnika, natomiast strzelając z karabinu maszynowego będziemy słyszeć pociski zmierzające w stronę wroga. I znów: mały błąd, ale irytuje.
Pomimo tych niedociągnięć gra wciąż ma w sobie tyle uroku, że potrafi pomóc nam o nich zapomnieć. W menu wystarczą niespełna trzy sekundy aby automatycznie odnaleźć grę i w przeciągu niecałych trzydziestu sekund pojawić się już na polu bitwy. Dodatkowo twórcy stworzyli dosyć ciekawy system wyrzucania osób z serwera, które są nieaktywne przez pewien okres czasu, więc nie znajdziemy się w sytuacji gdzie gramy sami w dziesięcioosobowej drużynie, która stoi w bazie. Jeżeli zaś chodzi o same zespoły to mieszczą one maksymalnie dwanaście osób, ale od razu zaznaczę, że liczba dwudziestu czterech graczy na serwerze to wynik optymalny, nawet na tak duże mapy jakie zaoferowali nam twórcy.
Podsumowując: cztery mapy to – z punktu widzenia weterana sieciowych shooterów – liczba dosyć uboga, jednak w Battlefield 1943 sprawdza się znakomicie. Mapy są ogromne, pojazdów jest multum, a zabawa wciąga i daje tyle satysfakcji, że o wyliczonych przeze mnie błędach pozostaje sucha plama. Nie jest to jednak tytuł dla wszystkich: przede wszystkim kierowany jest on dla osób, które chcą po prostu wrócić do domu po uczelni/pracy/szkole i móc rozerwać się przez pięć minut przed konsolą. Bez zbędnego hardkorowania, nabijania kolejnych poziomów i zbędnej frustracji. Battlefield 1943 spełnia w 100% taką rolę dając dodatkowo weteranom trofea i rangi, które są jednak jedynie miłym dodatkiem i nie wnoszą nic do gry. Gra jest w pełni warta 55 złotych, a biorąc pod uwagę jej wspaniałą grafikę i prostotę rozgrywki polecam ją każdemu kto ceni sobie starą, dobrą online-ową zabawę.
Plusy:
+ stary, dobry Battlefield
+ klasyka w najlepszym wydaniu
+ możliwość niszczenia budowli
+ pojazdy
Minusy:
- sterowanie jeepem
- tylko 4 mapy(!)
- brak listy serwerów do wyboru
Ocena: 5/6

| Drukuj artykuł | Ten wpis został napisany przez Filip Cholewczyński na 8 lutego 2010 o 22:03, i jest w kategorii Polecane, Recenzje. Podążaj za odpowiedziami do tego wpisu przez RSS 2.0. Możesz napisać komentarz, lub trackbacka z Twojej własnej strony. |

















około 7 miesiące temu
Chyba pierwsza sieciowa strzelanka która wciągnęła mnie na maxa. Must Have!