Recenzja Fat Princess
W dobie współczesnych gier sieciowych ciężko jest znaleźć pozycję oryginalną, pełną ciekawych rozwiązań, a przy tym niebanalną i złożoną. Mając z jednej strony wszelkiej maści shootery, garstkę strategii, a z drugiej gry pokroju Singstara i LitteBigPlanet, posiadaczom PS3 brakuje innej alternatywy. Fat Princess zapełnia tą lukę… I to niewątpliwie „najobszerniejszą” księżniczką w historii gier komputerowych i konsolowych.

Fat Princess to nietypowa produkcja: komiksowa, kolorowa grafika oraz historia opowiadająca o dwóch księżniczkach, które po zagubieniu w lesie odnalazły tajemnicze ciasto, po którego zjedzeniu obydwie okrutnie przytyły przywodzi z początku myśl iż jest to gra dla dzieci! Tak, trzeba przyznać, że pomysł jest doprawdy uroczy. Szkoda tylko, że Fat Princess jest jedną z najokrutniejszych gier do ściągnięcia w usłudze Playstation Store. Ale czy aby na pewno jest to taka szkoda?
Po zapłaceniu za grę 47 złotych i ściągnięciu około gigabajta na twardy dysk lądujemy w menu. Fat Princess nie wyróżnia się pod tym względem w żaden sposób: ot, kilka trybów gry, opcje i pokazana rozgrywka z losowego meczu w tle. Możemy stamtąd rozpocząć grę przez internet lub samemu bawić się w kampanię lub grać losowy mecz. Wszystko jednak sprowadza się do potyczek z SI (Sztuczną Inteligencją). Dostępny jest również tryb areny, gdzie możemy zacząć zabawę z ulubioną profesją walcząc niczym gladiatorzy ku uciesze tłumu. Najważniejszym jednak sposobem rozgrywki w Fat Princess jest jednak jej tryb wieloosobowy i to na nim będę się skupiać w tej recenzji.
Tryb multiplayer nie ma dla nas zbyt wielu niespodzianek. Możemy zagrać standardowy deathmatch, w którym dwie drużyny walczą ze sobą o jak największą ilość zabić, możemy walczyć o panowanie na terenie, gdzie należy jak najdłużej utrzymać pod swoją kontrolą wieże rozmieszczone po całej mapie i wreszcie… Wreszcie mamy tryb księżniczek. I ciasta.

Podstawą zabawy w Fat Princess jest tryb, w którym dwie drużyny startują w swoim zamku z ukrytą w lochu księżniczką drużyny przeciwnej. Głównym celem tego trybu jest odbicie swojej niewiasty przy zachowaniu tej przeciwnika. Pomóc w tym może rozbudowa budynków w zamku, budowanie katapult, które dadzą nam możliwość „przeskoczenia” przez całą mapę do przeciwnika albo najzwyczajniejszy w świecie szturm: przy pomocy drabin lub zniszczeniu wrót wrogiego zamku.
Postacie, jakimi przyjdzie nam się zmierzyć w 32-osobowych potyczkach są jedną z najmocniejszych stron gry. Możemy stworzyć własnego wojownika dobierając mu kolor skóry, włosów i rodzaj brody oraz czupryny, a także zmieniać jego profesję w trakcie rozgrywki! Nie wygląda to tak jak w większości gier, gdzie otwieramy odpowiednią zakładkę z klasami i wybieramy, kim zechcemy zagrać następnym razem. Fat Princess jako pierwsza gra w historii internetowej zabawy daje nam możliwość wyboru klasy poprzez… Noszenie odpowiednich nakryć głowy! Przykładowo: zaczynamy grę jako prosty chłop, który porusza się najszybciej ze wszystkich postaci i z największą łatwością przychodzi mu noszenie różnych ciężarów. Jego największym minusem jest to, iż jest on najmniej wytrzymałą klasą przez co musimy liczyć się z jego częstym umieraniem. Biegając po naszej twierdzy owym jegomościem napotykamy budynki, z których wypadają kapelusze i hełmy. Jeżeli podniesiemy nakrycie głowy wojownika – zamienimy się w niego zaraz po jego założeniu. Podnosimy czapkę robotnika – nim się spostrzeżemy, już jesteśmy dzielnym drwalem! Co najzabawniejsze (i najbardziej satysfakcjonujące): profesje możemy zamieniać przez cały czas gry. Nie ma mowy o żadnych ograniczeniach ani limitach. Jeżeli nasza drużyna sobie tego zażyczy to wszyscy możemy grać czarodziejami albo klerykami. Wybór zależy tylko i wyłącznie od gracza. A jeśli jest on wszechstronny to z pewnością będzie zmieniał swoją profesję co jakiś czas by wspomóc drużynę.

Mamy więc zamki, księżniczki i mnóstwo profesji do wyboru, a co teraz? Oczywiście czas zacząć walkę. Sterowanie nie powinno sprawić nikomu problemu, używamy zaledwie kilku przycisków (reszta nie została do niczego wykorzystana). Nie jest to oczywiście żadnym negatywem, chociaż, pozostawia pewien niedosyt możliwości. Jako wojownicy będziemy więc uderzać na wrogów przytrzymując kwadrat, z kolei strzelcem postrzelamy lubianym przez wszystkich fanów strzelanek przyciskiem R1, który automatycznie namierzy nasz cel. Pomimo tej prostoty, Fat Princess nie jest grą prostą. Walka często ma podłoże taktyczne i nie wszystko sprowadza się do bezsensownego klepania klawiszy. Trzeba mnóstwo sprytu i podstępu, by wykraść księżniczkę przeciwnika nie będąc ani razu zauważonym i zaatakowanym. Można oczywiście wybrać ścieżkę zniszczenia, ale nikt nie będzie na tyle potężny żeby podołać całej przeciwnej drużynie. I dobrze, bo Fat Princess to gra zespołowa, skupiająca się na kooperacji między graczami, a nie tylko na ich rywalizacji o statystyki.
Skoro już o statystykach wspomniałem, warto nadmienić o czymś, co dzisiaj wydaje się być standardem w produkcjach multiplayer’owych. Grając mecze zdobywamy punkty doświadczenia, które przekładają się na naszą rangę. Niestety Fat Princess oferuje nam jedynie awanse w postaci przypisania nazwy typu „giermek”, „rycerz”, „generał”. Autorzy postanowili jednak wprowadzić inny sposób awansowania gracza a mianowicie oferując z każdym poziomem nowe fryzury, brody i kolory skóry bohaterów. Wiem, że może to zabrzmieć nieco trywialnie dla starych online’owych wyjadaczy, ale ten system naprawdę się sprawdza. Ludzie grający w Fat Princess często doceniają graczy, którzy chodzą postaciami z zieloną skórą i niebieskimi włosami. Niektórzy z nich nawet tak bardzo się ich boją, że na sam ich widok uciekają. Nie jest to oczywiście ten sam poziom strachu co przy Killzone 2 czy Resistance 2, gdzie stojący przed nami przeciwnik trzyma w dłoniach wielką spluwę, którą my odblokujemy dopiero w ciągu najbliższych dwudziestu poziomów, ale całkowicie tu wystarcza. Fat Princess nie stara się na siłę wejść w kanon dzisiejszych gier wieloosobowych. W zamian za to dostajemy coś wyjątkowego i oryginalnego, dzięki czemu wiemy, że nie gramy w kolejny klon gry Modern Warfare. To miła odskocznia i nie uznaję tego w Fat Princess za błąd.

Wojna w grach elektronicznych oprócz sporej masy grywalności musi posiadać porządną oprawa audio-wizualna. Trzeba przyznać, że Fat Princess nie odstaje od wysoko budżetowych produkcji. Jej komiksowa grafika, wykorzystująca technikę cel-shading idealnie wpasowuje się w klimat gry. Postacie mają wielkie głowy i małe ciała. Dzierżą w dłoniach broń, która przywodzi na myśl najlepsze gry RPG i mają oczywiście piękne księżniczki… z małą nadwagą. Wszelkie wybuchy, czary oraz rozpadające się elementy otoczenia robią wrażenie. Po rozegraniu meczu można chodząc po mapie zobaczyć co dzieje się z piękną, kolorową krainą, do której wskoczyło 32 maniaków żądnych krwi. Widok robi wrażenie. Gdzieniegdzie leżą odcięte kończyny naszych przeciwników, co jakiś czas zdarza się nawet zobaczyć rozkładające się ciało z wielką plamą krwi dokoła. Pomimo braku precyzji i dbałością o szczegóły, Fat Princess wygląda olśniewająco. Postacie z zamierzenia miały być kanciaste i dzięki temu zapamiętałem tą produkcję spośród wszystkich dostępnych w Playstation Store tytułów.
Pod względem audio Fat Princess wypada jeszcze lepiej. Brytyjski narrator opisujący wydarzenia dziejące się na ekranie jest najlepszym jakiego do tej pory słyszałem. Wyobraźcie sobie Anglika, który swoim monotonnym głosem kojarzącym się z herbatką o szóstej, wykrzykuje: „Hej, oni zabijają naszych ziomali!” Możecie mi wierzyć, efekt jest piorunujący i przezabawny. I taki też miał być: Fat Princess stara się być zarówno parodią wszelkiej maści bajek o pięknych księżniczkach, ale także naśmiewać się z najlepszych na rynku gier, dzięki czemu zapada w pamięć na długi czas. Reszta postaci, którymi przyjdzie nam się zmierzyć również nie odstaje od poziomu: księżniczki krzyczą jak rozwścieczone nastolatki, zaś dzielni wojownicy piszczą okrutnymi głosikami przy każdej walce.
Podsumowując, Fat Princess jest grą oryginalną, klimatyczną i z pewnością godną polecenia każdemu fanowi internetowych zmagań. Jej zabawny koncept zapada w pamięć i nie daje się zapomnieć. Ta gra to naprawdę rarytas wśród tytułów dostępnych do ściągnięcia. Ma przy tym przystępną cenę i ogromną porcję grywalności, przez co nie powinna być zapomniana i odłożona w kąt.
Plusy:
+ fantastyczny klimat
+ humor
+ oprawa audio-wizualna (w szczególności audio!)
+ nie uzależnia
Minusy:
- może zostać szybko zapomniana
- niektórym może nie przypaść do gustu brak dodatków przy kolejnych poziomach doświadczenia
- słaby tryb single-player sprowadzający się do potyczek z SI
Ocena: 5/6

| Drukuj artykuł | Ten wpis został napisany przez Filip Cholewczyński na 8 lutego 2010 o 21:45, i jest w kategorii Polecane, Recenzje. Podążaj za odpowiedziami do tego wpisu przez RSS 2.0. Możesz napisać komentarz, lub trackbacka z Twojej własnej strony. |
















