Gry, o których nie wolno zapomnieć – Unreal Tournament 3
Pierwsza gra z serii Unreal Tournament, która wyszła na konsole obecnej generacji. Pierwsza gra z serii, która była naprawdę dobra, a nie została doceniona przez graczy. Gra, która zbierała pochlebne recenzje (83% na Metacritic), a mimo tego skończyła jako jedna z najtańszych gier na dzisiejsze konsole. Dlaczego nie wolno o niej zapomnieć i za co los tak okrutnie ukarał Unreal Tournament 3, dowiecie się czytając ten felieton.

Zacznijmy od początku. Seria Unreal Tournament była nieodłącznie związana z komputerami osobistymi. Żadna z części nie ukazała się na konsole, a gra pomimo tego zdobywała kolejne nagrody i nieraz nazywana była pogromcą nieśmiertelnego Quake’a. Jej trzecia odsłona miała nie tylko być wykorzystaniem w pełni możliwości jakie daje Unreal Engine 3, ale także nową erą dla serii. Pierwsza gra z serii Unreal, która wylądowała na konsolach obecnej generacji. Z impetem łamiąc sobie nogi.
Unreal Engine 3 to silnik, który możemy podziwiać w wielu grach, ale najbardziej rozpoznawalną marką wykorzystującą go jest niewątpliwie Gears of War. Unreal Tournament 3, stworzony tym razem przez firmę Midway (nieistniejących już twórców serii Mortal Kombat) wprowadziła kampanię zrobioną na wzór przygód Marcusa Fenixa. Ciężko jednak pogodzić okrutne i ultra-szybkie strzelaniny z historią, która ma opowiadać o ataku przybyszów z kosmosu na Bogu ducha winnych Ziemian. Skończyło się tak, jak można to było przewidzieć: pomijaniem wszelkich cut-scenek na rzecz kolejnej areny.

Seria Unreal Tournament nigdy jednak nie słynęła z kampanii. Głównie z tego względu, że ich nigdy nie miała, wszystko zawsze sprowadzać się miało do sieczki z wrogami, najlepiej online’owej z innymi graczami. Nie inaczej wygląda sprawa w Unreal Tournament 3, gdzie akcja podkręcona została do maksimum. Powróciły stare dobre pukawki, a jako dodatek dostaliśmy kilka nowych gadżetów (m.in. Hover Board) oraz przepiękną oprawę wizualną. Jak się jednak okazało, koncepcja „Nierealnych Zawodów” zawiodła na konsolach. Wiecie czemu?
Gra jest za szybka na konsole! Parsknęliście śmiechem? To czytajcie dalej, bo to nie żarty! Możecie mi przytoczyć mnóstwo gier pokroju Section 8 czy Modern Warfare 2, które są super szybkie i rozwijają w pełni skrzydła na konsolach, a nadal będę trzymał się swojego zdania. Równie dobrze żeby zobrazować sytuację można wyobrazić sobie Quake’a III na konsolach obecnej generacji. Nikt nie dałby rady strzelać z taką precyzją z Railguna czy wyrzutni rakiet w pędzących przeciwników z padem w ręku. Nie jest to wina graczy, tylko urządzeń sterujących. Poruszanie grzybkami nigdy nie dorówna poruszaniu się za pomocą myszki. Można oczywiście stać się mistrzem w danej grze i wymiatać z nie mniejszą precyzją niż przy graniu na komputerze osobistym, ale zastanówcie się – czy wszyscy daliby radę za takimi osobami nadążyć?

Teraz cofnijmy się na chwilę kilka lat wcześniej, do pierwszego Unreal Tournament. Swojego czasu gra była nazywana jedną z najszybszych gier dostępnych na rynku. Liczyło się szybkie przemieszczanie i strzelanie za siebie w przeciwnika, który skakał tuż za nami. Wykonanie wszystkich tych czynności w jednym momencie zajmowało na komputerze góra dwie sekundy. Gdyby tą sytuację przenieść na konsole, sprawa przedłużyłaby się do pięciu lub nawet sześciu sekund co stanowi zasadniczą różnicę. Powracając do czasów dzisiejszych nietrudno zauważyć frustrację graczy najnowszą odsłoną Unreal Tournament. Gra, w której boty potrafią z większą precyzją pokonywać gracza to coś upokarzającego i niewybaczalnego. Ale taka jest już rzeczywistość – kiedy maszyna zaczyna mieć przewagę nad człowiekiem to produkt odchodzi w kąt. Tak też się stało z Unreal Tournament 3, gra szybko staniała i stawiana jest dziś na półce obok gier pokroju Shrek 3 czy Hannah Montana: The Movie. Okrutny los dla tak wspaniałej serii.
W ten sposób przechodzimy do pytania: dlaczego warto zapamiętać Unreal Tournament 3? Z prostej przyczyny: to staromodna strzelanka w najlepszym wykonaniu. Bez zbędnych udogodnień, bez dodatkowych umiejętności czy klas postaci. Gra uczy prawdziwego „skilla”, a nie tego na co wszystkie dzisiejsze produkcje stawiają: atrybuty, które pomogą nam wygrać. Tutaj wygrywa ten kto jest najszybszym strzelcem. To taki Dziki Zachód przyszłości: z wielkimi pukawkami, przepakowanymi postaciami i pojazdami, które zostawiają z wrogów miazgę, a nie ładnie wyglądające ciało wykorzystujące silnik Euphoria. Zdaję sobie sprawę z tego, że dzisiejsi gracze mogą nawet nie pamiętać tak sztandarowych tytułów jak wspomniana w tytule seria czy Quake III, ale to właśnie te gry utorowały drogę dzisiejszym gigantom rynku. Bez tych gier nigdy nie zobaczylibyście Call of Duty: Modern Warfare 2 ani Battlefield: Bad Company 2. Warto o tym pamiętać. Jeżeli więc posiadacie konsole i macie możliwość sprawdzenia Unreal Tournament 3 to nie wahajcie się tylko odpalcie płytkę i zobaczcie co to znaczy być prawdziwym hardkorowcem.

| Drukuj artykuł | Ten wpis został napisany przez Filip Cholewczyński na 28 lipca 2010 o 12:45, i jest w kategorii Polecane, Publicystyka. Podążaj za odpowiedziami do tego wpisu przez RSS 2.0. Możesz napisać komentarz, lub trackbacka z Twojej własnej strony. |
















około 1 miesięcy temu
Super tekst!
około 1 miesięcy temu
Kto to pisał? Na konsole wyszedł UT, U2 i dwie części Unreal Championship