Posiadacze PSP mogą od niedawna bawić się przenośnym Metal Gear Solid: Peace Walker, a ja na iPhonie zaatakowałem inną grę z tej serii. Pozwolicie więc, że podzielę się wrażaniami po zagraniu w MGS: Touch. Żeby nie trzymać Was w niepewności od razu napiszę, że nie wszystko poszło tak jak pójść powinno i tytuł nie jest wart tych 5.99 Euro! No, ale zacznijmy od początku.

Gra przedstawia nam wydarzenia z czwartej części MGS w którą już dawno temu zagrywali się posiadacze PS3. Niestety, nie uświadczymy tu żadnych filmików przedstawiających historie, tylko zwykły screen z tekstem. Szkoda, bo z chęcią zobaczyłbym coś ala „MGS Digital Comics” na PSP. Ale trudno, może innym razem.

Gameplay i sterowanie w MGS Touch różni się od tego co widzieliśmy w innych celowniczkach. Akcja rozgrywana jest na statycznej planszy, a naszego bohatera widzimy z perspektywy trzeciej osoby. Zupełnie jak na strzelnicy, co jakiś czas wychylają się nasi wrogowie, a my musimy ich jak najszybciej ustrzelić. Gdy nie dotykamy ekranu Snake siedzi grzecznie za osłoną – zwykle jest to jakiś murek czy worki z piaskiem. Dotknięcie ekranu iPhone sprawia że Snake wychyla się, a my przesuwając palcem namierzamy cel. Klikając dwa razy oddajemy strzał. Możemy też zoomować obraz, korzystając z multi touch. Sterowanie jest naprawde przyjemne i sprawdza się świetnie, jednak panowie z Konami przesadzili z zoomowaniem. Co chwile trzeba przełączać się ze zwykłego pistoletu na snejperkę co jest bardzo upierdliwe. Gdy na ekranie było kilku przeciwników, myślałem że za chwile poplączą mi się palce.


W trakcie rozgrywki mamy możliwość zbierania różnych powerupów. Jedne dają nam niewidzialność, inne regenerują energie, a jeszcze inne wyposażają nas w wyrzutnie rakiet, która świetnie sprawdza się w rozwalaniu odporniejszych wrogów np robotów Gekko. Aby ukończyć poziom i przejść dalej, musimy zabić z góry określoną ilość przeciwników, co nie jest specjalnie trudnym zadaniem. Gra ma kilka swoich momentów. Jednym z nich jest walka z bossem na koniec 3 rozdziału. Wymaga od gracza nie tylko zręcznych palcy, ale również skupienia.


Grafika mimo iż sprawia wrażenie ładnej, jest… taka sobie. Gdy robimy zooma plansza zmienia się w jedną wielką pikseloze, a przeciwnicy stają się z lekka niewyraźni. Przydałaby się wizyta u Pani Goździkowej.



Największa wada to czas gry. Przejście wszystkich rozdziałów zajęło mi nieco ponad półtorej godziny! To chyba jakiś żart ze strony Konami? Jeśli tak, to jest on mało śmieszny. Oczywiście można grać drugi raz w trybie survival, gdzie liczba zgonów została ograniczona. Można też zbierać punkty za które kupujemy tapetki do iPhone. Jednak problem polega na tym, że po jednokrotnym przejściu gry wszystko się już widziało! Nic nie zaskakuje i cała radocha z grania gdzieś ulatuje. 



Cóż mogę powiedzieć na zakończenie? Jestem rozczarowany. Spodziewałem się hitu przez duże „H”, a dostałem niedopracowany produkt zdecydowanie nie warty swojej wygórowanej ceny. MGS: Touch polecam tylko w przypadku promocji za 0.99 Euro.

Plusy:
+ sterowanie
+ fajne tapety do zdobycia
+ momentami fajna strzelanina

Minusy:
- czas gry
- cena
- ciągłe zoomowanie
- poziom trudności

Ocena: 2/6




PS. Recenzja napisana przeze mnie jakiś czas temu. Opublikowana została wcześniej na innych stronach, lecz dopiero teraz trafia oficjalnie na bloga.